poniedziałek, 11 listopada 2013

Lepszy Arsenal przegrywa w hicie kolejki na Old Trafford

10.11.2013 - Old Trafford, 11 kolejka Barclays Premier League.

 ManU 1 : 0 Arsenal 

(28' Van Persie)

Składy:
Arsenal: Szczęsny - Sagna, Koscielny, Vermaelen, Gibbs - Flamini (62' Wilshere), Arteta (83' Gnabry) - Özil, Ramsey, Cazorla (78' Bendtner) - Giroud
Manchester United: De Gea - Smalling, Vidić (46' Cleverley), Evans, Evra - Valencia, Jones, Carrick, Kagawa (77' Giggs) - Rooney, van Persie (85' Fellaini)

Arsenal na prowadzeniu w tabeli miał szanse umocnić się na tej pozycji i oddalić się od przeciwników, ponieważ rywale znacząco potracili punkty. Niestety nie był to byle jaki rywal, a sam Manchester United podejmowany na wyjeździe.
Mecz zaczął się monotonnie. Obie jedenastki starały się wygrać rywalizację w środku pola. Było dosyć nudno, a na Kanonierzy grali podobnie jak ostatnio w meczu z Borussią Dortmund.
W końcu w 28 minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego wykorzystała dawna gwiazda Arsenalu - Robin Van Persie. Pięknym strzałem głową pokonał bezradnego Szczęsnego.
Po tej bramce Arsenal ruszył do ataku lecz na nic się to nie zdało. Chwilę później dobrą sytuację miał Rooney, lecz jej nie wykorzystał i wynik taki utrzymał się do szatni. Co gorsza w pierwszej połowie doszło do dwóch, źle wyglądających wypadków. W pierwszej sytuacji znokautowany został Wojtek Szczęsny i padł na murawę jak długi. Po kilku minutach jednak doszedł do siebie i dokończył mecz. Mniej szczęścia miał jednak Vidić, który po zderzeniu głowami z kolegą z drużyny musiał opuścić boisko i udać się do szpitala.
Panująca w szeregach Kanonierów grypa żołądkowa dała się we znaki. Nieobecny Mertesacker i Rosicky, w niepewnej formie Arteta i Gnabry. Pomimo wszystko obrona z Vermealenem wygląda bardzo dobrze. 
Druga połowa zaczęła się od ataków Arsenalu. Od początku do końca starali się strzelić i mieli na to mnóstwo okazji. Dużo akcji bocznych obrońców (Gibbs i Sagna), ładne podania pomocników, lecz niestety bramka wyrównująca nie padła. Pod koniec spotkania Wenger postawił wszystko na jedną kartę i nawet Bendtner stanął przed wyśmienitą okazją do zdobycia bramki. Niestety takowa nie padła i ManU u siebie zgarnęli 3 punkty.
Arsenal pomimo porażki nadal prowadzi w tabeli Premier League. Następny mecz zapowiada się wyjątkowo ciekawie, ponieważ rywalem Kanonierów będzie Southampton. Rewelacja ligi, która obecnie zajmuję drugą lokatę. Dojdzie również do pojedynku polskich bramkarzy - Szczęsny - Boruc. 

czwartek, 7 listopada 2013

Thor The Dark World

Moja najnowsza zdobycz - plakat kinowy z okazji zbliżającej się premiery filmu Thor The Dark World.

Man of Steel

Plakat kinowy z filmu Man of Steel, który wpadł mi w łapki jakiś czas temu, przy okazji premiery filmu.

Przebudzenie i 3 punkty dla Kanonierów

06.11.2013 - Signal Iduna Park, 4 kolejka Champions League.

 BVB 0 : 1 Arsenal 

(62' Ramsey)

Składy:
Borussia: Weidenfeller - Großkreutz, Subotić, Papastatopulos, Schmelzer - Bender (75' Hofmann), Sahin - Błaszczykowski (75' Aubameyang), Mchitarian, Reus (86' Schieber) - Lewandowski
Arsenal: Szczęsny - Sagna, Koscielny, Mertesacker, Gibbs - Arteta, Ramsey - Rosicky (90' Vermaelen), Özil, Cazorla (75' Monreal) - Giroud (90' Bendtner)

Kolejny, niezwykle ważny mecz, tym razem na wyjeździe w Dortmundzie.Przed tą kolejką Arsenal, Borussia i Napoli miały po tyle samo punktów w tabeli Champions League (po 6) więc każda z tych drużyn ciągle ma szansę na awans.
Spotkanie zaczęło się w środku pola, wyczuwając na wzajem przeciwnika. Przez całą pierwszą połowę, Arsenal nie oddał ani jednego strzału na bramkę  Weidenfeller, zaś Borussia miała kilka dogodnych sytuacji. Pierwsze 45 minut było jednak dosyć nudne i przewidywalne.
Do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis. Na drugą połowę piłkarze wyszli jakby w ogóle nie zmotywowani. Gra wyglądała praktycznie tak samo. Do czasu. W 62 minucie, skuteczną akcję wyprowadzili zawodnicy Arsenalu. Ozil wrzucił piłkę w pole karne do Giroud, ten zgrał ją do Ramsey, a ten bezlitośnie głową skierował piłkę do siatki gospodarzy. Był to pierwszy strzał Kanonierów w tym meczu i od razu trafił on do bramki. Ten gol spowodował, iż Arsenal stanął na fali. Kilka świetnych, ofensywnych rajdów, ataków ze strony Kanonierów nie przyniosły jednak drugiej bramki. Giroud, Cazorla i Mertesacker byli o krok od znokautowania przeciwnika. 
Borussia starała się odpowiedzieć na tą bramkę lecz nie udało im się to, aż do samego końca meczu.
Warto pochwalić obronę Kanonierów. Koscielny i Mertesacker spisali się na medal. Wspomagani przez dosyć agresywnego Artetę i bocznych (Gibbs i Sagna) stworzyli autobus we własnym polu karnym. 
Bramkę zdobywa po raz kolejny już w tym sezonie Ramsey. Jest to jego najlepszy sezon w karierze. Asystę zdobywa Giroud, który zagrał również dobrze. W pomocy troszkę mnie zawiódł Cazorla, ale świetnie uzupełniał go Rosicky i Ozil. Posiadanie piłki było na korzyść zawodników z Londynu (51%).

Arsenal jest na dobrej drodze do awansu do 1/8 Champions League. W równolegle rozgrywanym spotkaniu Napoli pokonało Marsylię 3:2.
Po 4 kolejce tabela grupy F wygląda następująco:

1. Arsenal Londyn -- 9 pkt. -- (6-3)
2. Napoli -- 9 pkt. -- (7-6)
3. Borussia Dortmund -- 6 pkt. -- (6-4)
4. Olympique Marsylia -- 0 pkt. -- (4-10)

wtorek, 5 listopada 2013

The Amazing Spider-man



The Amazing Spider-man obejrzałem w sumie jakiś czas po premierze. Nie wiem dlaczego ale nie za bardzo miałem ochotę na ten film. W końcu jednak zebrałem się i obejrzałem. Wczoraj powtórzyłem seans po raz drugi. Po pierwsze i najważniejsze – odradzam oglądania wersji z dubbingiem. Strasznie żałuję, że nie brałem się od razu za wersję anglojęzyczną z polskimi napisami. Dla mnie różnica była kolosalna. Film z dubbingiem ciągle powodował wrażenie filmu stworzonego perfidnie dla dzieci, które siadają przed telewizor po niedzielnym obiedzie wraz z rodziną. Nie toleruję tego. w filmach typu Shrek okej, ale nie w filmach o superbohaterach.
Ale dobra, koniec o dubbingu. Co do samego filmu mam mieszane uczucia ale na pewno bardziej mi się podobał niż miałbym być na maksa rozczarowany. Trochę ciężko było mi się przestawić po ostatnich trzech częściach Raimiego dotyczących produkcji o Pająku.
Porównując kostium, same zachowanie i całokształt Spider-mana to bardziej podoba mi się wersja z TASM. Strój wywołał mi ciarki na plecach, odpicowany został naprawdę świetnie i to chyba największy pozytyw. Można to w jakiś sposób porównać z nowym kostiumem Supermana.
Jeśli chodzi o postać Petera Parkera to chyba jednak podobał mi się bardziej w tej roli Tobey. Aktor ten bardziej przypomina mi komiksowego Parkera - wyglądem. Może to tylko moje przyzwyczajenie. Nie mniej jednak Andrew Garfield wypadł całkiem okej i gdybym jednak pierwszy raz ujrzał i jednego drugiego, to nie wiem czy moje zdanie nie byłoby inne.
Nie podobał mi się Lizard. Jakiś taki za bardzo ludzki łeb miał. Wolałbym takiego bardziej przypominającego z twarzy krokodyla z podłużną gębą no ale cóż, sam Connors też bez szału.

Wielkim plusem filmu okazała się być Gwen Stacy, grana przez Emmę Stone. Co prawda było trochę niedociągnięć w tej kwestii. Po pierwsze aktorka nie wyglądała na swój wiek, który reprezentowała w filmie. Jednak nie jest to coś, co może obniżyć moją ocenę tej produkcji, na pewno nie. Gwen była jedną z najfajniejszych postaci, podobnie jak jej ojciec.
TASM zdecydowanie pokazany został realiach, które obecnie panują. Przedstawienie takiego Petera to idealnie udowadnia. Zapewne wiele osób utożsamia się z taką osobowością. Cała produkcja jest dynamiczna, nie stoi w miejscu, nie zamula – ciągle się coś dzieje. To również jest plusem.
Podobało mi się takie inne spojrzenie na postać Spider-mana więc myślę, że film jednak udany.
Polecam oczywiście fanom superbohaterów jak i samego Człowieka Pająka, no ale nie tylko. Uważam, że ktoś nie znający zbytnio komiksów, mógłby się świetnie bawić przy tym filmie.
Moja ocena ogólna to 7/10.
Data premiery: 2012
Reżyseria: Marc Webb
Obsada:
Andrew Garfield jako Peter Parker (Spider-Man)
Emma Stone jako Gwen Stacy
Rhys Ifans jako Dr Curt Connors (The Lizard)
Martin Sheen jako Ben Parker
Sally Field jako May Parker
Denis Leary jako Captain George Stacy
Campbell Scott jako Richard Parker
Embeth Davidtz jako Mary Parker
Chris Zylka jako Flash Thompson
Irrfan Khan jako Rajit Ratha
Annie Parisse jako Martha Connors
Miles Elliot jako Billy Connors
Kari Coleman jako Helen Stacy
Skyler Gisondo jako Howard Stacy
Charlie DePew jako Philip Stacy
Jacob Rodier jako Simon Stacy


sobota, 2 listopada 2013

Dominacja w Londynie w hicie kolejki - Arsenal 2:0 Liverpool

2.11.2013 - Emirates Stadium, 10 kolejka Barclays Premier League.

 Arsenal 2 : 0 Liverpool 

(19' Cazorla, 59' Ramsey)

Składy:
Arsenal: Szczęsny - Sagna, Mertesacker, Koscielny, Gibbs (78' Vermaelen) - Arteta, Ramsey - Rosicky (72' Rosicky), Özil, Cazorla (84' Jenkinson) - Giroud
 Liverpool: Mignolet - Toure, Sakho, Skrtel - Flanagan (68' Moses), Lucas, Gerrard, Henderson, Cissokho (45' Coutinho) - Sturridge, Suarez

Mecz ten jeszcze przed rozpoczęciem zapowiada niezwykle emocjonująco. Obie drużyny były w czołówce tabeli i rezultat ten mógł zmienić lidera. Hitowy mecz kolejki od pierwszych minut rozgrywany był w niezwykle szybkim tempie. Liverpool zaatakował jako pierwszy lecz łatwą piłkę wyłapał Wojtek Szczęsny. Od tej pory, pomimo kilku ataków gości to jednak Arsenal dyktował warunki gry. Utrzymywali się o wiele więcej czasu przy piłce, rozgrywali, zdominowali środek pola i tworzyli coraz to nowe akcje. 
W końcu w 19 minucie dośrodkowanie Sagny wykorzystał Santi Cazorla. Najpierw uderzył bezpośrednio głową, lecz gdy piłka odbiła się od słupka poprawił i wpakował ją pewnym strzałem do pustej bramki. 
Pomimo kilku ataków Liverpoolu to jednak Arsenal był ciągle górą. Najlepszy z zawodników z Anfield w tym meczu - Suarez miał szansę na zdobycie bramki, lecz wszystkie zostały zmarnowane, bądź świetnie wyłapane przez Szczęsnego. Polski bramkarz przedłużył kontrakt z Kanonierami i jego pensja wynosić będzie teraz 100 tys. tygodniowo, co stawia go jako najlepiej zarabiającego bramkarza w Premier League. To, że warto było przedłużyć z nim kontrakt pokazał już w tym meczu. 
Arsenal ciągle utrzymywał się przy piłce i w końcowym rezultacie osiągnęli 54% posiadania piłki.
Rywali dobił Ramsey pięknym strzałem zza pola karnego. Rezultat 2 : 0 utrzymał się do końca spotkania. Arsenal miał szansę nawet na podwyższenie. 
Minusem całego spotkania jest zdecydowanie uraz Gibbsa. Mam jednak głęboką nadzieję, że nie jest to nic poważnego. 
Zwycięstwo Arsenalu daje im pewną pierwszą lokatę w Premier League i dzięki porażce Chelsea oraz właśnie Liverpoolu, Kanonierzy zdobywają 5  punktowe prowadzenie. 
Teraz przed nami środowy wyjazd do Dortmundu i walka o Champions League.
Go Gunners ! 

piątek, 1 listopada 2013

James Gandolfini - nieśmiertalny Tony Soprano

James Joseph Gandolfini - Urodził się 18 września 1961 w Westwood, New Jersey we włosko-amerykańskiej rodzinie. Dorastał w Park Ridge i tam również skończył szkołę. Ukończył Rutgers University i pracował jako DJ. Rozpoczął także karierę na deskach teatru w  New Jersey. 
Z czasem został aktorem. Wystąpił w wielu filmach, lecz największą sławę przyniosła mu rola nieśmiertelnego Tony'ego Soprano w serialu The Sopranos. Wcielił się w rolę charyzmatycznego szefa mafii, który popadłszy w depresję musiał pogodzić ze sobą interesy mafijne jak i rolę bycia głowy rodziny. Za tą właśnie rolę nominowany był 5 razy, z czego aż 3 razy triumfował zdobywając nagrodę Emmy dla najlepszego aktora w serialu dramatycznym oraz był laureatem Złotego Globa w tej samej kategorii. W ostatnim czasie Gandolfini pracował z HBO nad serialem Criminal Justice.

James w wolnym czasie lubił grywać na trąbce i saksofonie. Był w związku małżeńskim 2 razy. Pierwszą jego żoną była Marcy Wudarski, z którą rozwiódł się w 2002 roku. W 2008 roku natomiast ożenił się po raz kolejny, tym razem z Deborah Lin.

Aktor zmarł nagle (19 czerwca 2013) podczas wakacji we Włoszech doznając ataku serca. Miał 51 lat. 

czwartek, 31 października 2013

Son Goku


Son Goku jest główną postacią i występuje w każdej z serii Dragon Ball. Syn Bardocka, brat Raditza, mąż Chi-Chi, ojciec Son Gohana i Son Gotena, dziadek Pan oraz pra pra pra dziadek Son Goku Juniora.
Jego imię „son gokū’’ wywodzi się od bohatera chińskiej legendy – Małpiego Króla. Dragon Ball jest dosyć ścisłą analogią do przygód Małpiego Króla (w legendzie, bohater ten postanowił znaleźć perłowe kule, które bronił smok. Poruszał się na żółtej chmurce i jego wyposażeniem był magiczny kij).

Bohater charakteryzuje się swoją oryginalną czupryną, którą odziedziczył zapewne po ojcu. Takie samo uczesanie charakteryzowało także Turlesa (filmy kinowe). Charakterystycznym ubiorem Son Goku był pomarańczowy strój do walki z granatowym podkoszulkiem. Można go było oczywiście ujrzeć w innym ubiorze. Od samego początku podróżował on na magicznej chmurce podarowanej mu przez jego mistrza Genialnego Żółwia oraz posługiwał się magicznym kijem, którego zaś dostał w prezencie (tak jak i czterogwiazdkową kulę) od swojego przyszywanego dziadka Son Gohana.

Tak naprawdę ma na imię Kakarotto i wywodzi się z rasy kosmicznych wojowników, którzy od niepamiętnych czasów byli skupieni tylko i wyłącznie na podbijaniu planet i charakteryzowali się barbarzyństwem oraz niezwykłą siłą. W przeciwieństwie do Ziemian mieli oni ogony i w pełni księżyca przybierali formy wielkiej małpy.

Urodził się on na rodzinnej planecie kosmicznych wojowników – Vegecie. Jako dziecko został uznany za wojownika niższej klasy i został wysłany w kapsule na Ziemię, by ją podbić. Po wylądowaniu, znalazł go w lesie staruszek imieniem Son Gohan. Przygarnął i postanowił zaopiekować chłopcem. Nauczył go sztuk walk i był jego pierwszym mistrzem. Pewnego razu malec uderzył się w głowę i zapomniał o swojej misji podboju. Żył sobie spokojnie na Ziemi, gdy w końcu, nieświadomie zamieniając się w małpę zabił swojego dziadka.

środa, 30 października 2013

Znaczki - kolekcja cz.1

Swój zbiór znaczków już pokazywałem, lecz ująłem wtedy to bardzo ogólnie. Tym razem postanowiłem wszystko sfotografować i wrzucić na bloga. Zdjęcia połączyłem ze sobą i podzieliłem na 3 części. Oto pierwsza z nich. Kolejne niebawem :)

Arsenal vs Chelsea, czyli koniec rywalizacji w COC

29.10.2013 - Emirates Stadium, 1/8 Capital One Cup.

 Arsenal 0 : 2 Chelsea 

(26' Azpilicueta, 67' Mata)

Składy:
Arsenal: Fabiański - Jenkinson, Koscielny, Vermaelen, Monreal - Wilshere, Ramsey (82' Park) - Cazorla, Rosicky, Miyaichi (63' Özil) - Bendtner (68' Giroud)
Chelsea: Schwarzer - Azpilicueta, Luiz, Cahill, Bertrand - Mikel, Essien - Willian, Mata (90' Kalas), De Bruyne (69' Ramires) - Eto'o (80' Ba)

Pierwszy mecz, który zaczyna wielką batalię Arsenalu aż na trzech frontach. Przed Kanonierami prawdziwy sprawdzian z rywalami z najwyższej półki. Pierwszym takim rywalem była Chelsea Londyn w 1/8 Capital One Cup.
Mecz rozgrywany na własnym boisku raczej z większością rezerwowych zawodników. 
Niestety od początku spotkanie przynudzało. Ani jedna, ani druga drużyna nie grała na miarę oczekiwań. Zaskakujące, że dwie tak świetne drużyny nie pokazały choć połowy tego, na co ich zwykle stać. Od początku każda z drużyn jakby chciała się wyczuć nawzajem. Dominowała gra w środku pola. 
W 26 minucie straszny błąd popełnił Jenkinson, który oddał piłkę pod nogi Azpilicuety, a ten wpakował ją do bramki bezradnego Fabiańskiego.
Od tego momentu Arsenal ruszył do ataku. Monreal, Cazorla, Ramsey szturmowali bramkę Chelsea, a nawet zamknęli ich we własnym polu karnym, niestety sytuacje te nie dały bramek. Na ataki Kanonierów jednak w 67 minucie odpowiedział pewnym strzałem Juan Mata i było już 0:2. Wynik meczu nie zmienił się, pomimo usilnych prób zawodników z obu stron. The Blues nie zagrało porywającego spotkania, lecz wykorzystało dwa błędy Arsenalu i dzięki temu zwyciężyli w tym meczu. 
Jeżeli miałbym wybrać najlepszych zawodników Arsenalu to byłby to Ramsey i Cazorla. 
Chelsea odnosi zwycięstwo i eliminuje Arsenal w 1/8 Capital One Cup.